sobota, 4 lutego 2012

Ale po co dzwonisz ?

Poznałyśmy się w poprzedniej  pracy. Słowaczka,  dużo młodsza,  okazało się, że jej mama jest raptem rok starsza ode mnie. Marcelina bardzo słabo znała angielski, bała się pytać o wszystko. Prosiła mnie o pomoc w dzwonieniu do agencji, gdzie pracowała Polka, ale zawsze telefon mogła odebrać Irlandka i wtedy jest problem bo ciężko się dogadać.  Kilka razy dzwoniłam w jej sprawie, z jej telefonu prosząc do telefonu polską pracownicę w agencji.
Wielokrotnie dawałam jej namiar na inną pracę, gdzie nie trzeba znać dobrze angielskiego.
Jeśli miała jakieś problemy potrafiła wysyłać do mnie sms-y w bardzo błahych sprawach bardzo późnym wieczorem. Nie przyjaźniłyśmy się, po prostu była znajomą z pracy.
Znajomej mąż pracował w sieci fast food gdzie jest menadżerem i minimalna znajomość angielskiego Marceliny była wystarczająca żeby tam pracować, wiedziałam, że dziewczyna nie poradzi sobie sama, więc chcąc nie chcąc nagabywana przez nią byłam pośrednikiem w załatwianiu tej pracy. Odpisywałam na dziesiątki sms-ów z pytaniem "ile będą mi płacić za godzinę, czy na pewno to nie problem że nie znam angielskiego, jak daleko będę dojeżdżała do pracy". Stanęło na tym, że w końcu odpuściła bo znalazła chwilowo coś innego. W międzyczasie, ja zaczęłam pracować w obecnym miejscu i oczywiście Marcelina bardzo chciała też tu pracować.
Podałam jej namiary do agencji, zapytała czy mogę z nią tam pojechać, ale niestety nie miałam na to czasu, powiedziałam jak wyglądała moja rozmowa kwalifikacyjna w ubiegłym roku, że musi znać angielski na tyle, żeby o sobie coś powiedzieć i odpowiedzieć na kilka standardowych pytań, że musi przejść krótki test komputerowy. Zapytała, czy mogę zadzwonić tam i spytać, czy zapisanie się do agencji i zdanie testu jest jednoznaczne z przyjęciem Jej do pracy - odmówiłam, bo przecież pracowałam w tym miejscu od kilku miesięcy i nie będę zadawała idiotycznych, oczywistych (dla mnie pytań).
Codziennie przez kilka dni otrzymywałam kilkanaście sms-ów o pracę, czy jest pewna (przecież tam pracowałam), ile jadę do niej, ile zarabiam - oczywiście ciągle nie poszła do agencji bo przeszkodą był brak wystarczającej znajomości języka.
Marcelina okazała się jednak bardzo sprytna, bo mimo wszystko postanowiła wykorzystać kogoś innego, jak się okazało owszem pojechała tam, ale umówiła ją koleżanka, która oczywiście pojechała z nią i UWAGA robiła za tłumacza w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej.., była też z nią na teście...
Potem zostałam zasypana kolejnymi sms-ami : dlaczego się do niej nie odzywają skoro była tam, zarejestrowała się i napisała test, jak długo ja czekałam na odpowiedź po rozmowie kwalifikacyjnej, po jakim czasie zaczęłam pracować i na koniec, czy mogę zadzwonić i dowiedzieć się dlaczego nie wołają jej do pracy.. Starałam się mimo wszystko być miła, grzeczna, ale stanowcza.
Marcelina ciągle nie przychodziła do nas do pracy, ale w ubiegłym roku przed Świętami dowiedziałam się, że przychodzi kilka nowych dziewczyn i postanowiłam spytać się Jej czy będzie jedną z nowo zatrudnionych.
Zadzwoniłam, nie odbierała telefonu, chwilę potem napisała do mnie na fejsbuku,  że wyjeżdża do siebie na Słowację na stałe, postanowiłam zadzwonić raz jeszcze bo może nie słyszała jak dzwoniłam. Odpowiedzią na mój nieodebrany telefon była wiadomość "ale po co dzwonisz". Chyba się przesłyszałam???

Potraktowała mnie z buta, potrafiła przez kilka miesięcy być nachalna, namolna, zawracać mi głowę przez 3/4 dnia, a na moje zdziwienie , że tak po prostu wyjeżdża pyta po co ja do niej dzwonię...
Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu , że nie warto pomagać wszystkim, którzy tego potrzebują.

23 czytających skomentowało:

bezgustu.com pisze...

ehhh...ludzie niektorzy nie maja mózgu za grosz.

Ćwirki pisze...

Chciała, żebys poczuła sie odpowiedzialna za Jej nieszczeście i za to, że nie znalazła pracy. Spryciura. No i z czystym sumieniem wraca do domu, że przecież nic więcej nie mogła zrobić niz szukać pracy i spotkać się z niezrozumieniem ze strony całego świata:)

Kachna pisze...

bezgustu - mózg pewnie ma, ale nie używa go do myślenia raczej.

Kachna pisze...

Ćwirki - nooo moja droga witaj :)), nie wiem co ona sobie myślała, ale jakoś nie zamierzam się tym przejmować :)

Stardust pisze...

Naprawde nie warto. Tez sie tego szybko nauczylam, albo raczej ludzie mnie nauczyli;)

Magda pisze...

Skad ja to znam. Ciagle mi sie to zdarza :(

Niestety jak sie ma miekkie serce to trzeba miec twardy tylek, staram sobie takowy wyrobic.

Klarka Mrozek pisze...

nie cierpię takich manipulantek, potem się człowiek uprzedzi i każdego podejrzewa

Socjo pisze...

Chyba każdy z nas moglby opowiedziec przynajmniej 1 taka historie z zycia emigranta. Miałas szczescie, ze nie przyszła do ciebie do pracy i nie narobiła wstydu - nie sobie, ale tobie, bo tak sie czesto koncza proby pomocy w znalezieniu pracy.

princeska pisze...

Ha ha ha. Ja w takie sposób pozbyłam się tutaj wszystkich znajomych. Np. jedna dziewucha przestała się odzywać jak zdała prawko i kupiła auto, i już jej nie byłam potrzebna do wożenia dupy do szpitali i na zakupy. Wpadła na mnie po 9 miesiącach i mówi "cześć, co słychać" - burknęłam "w porządku" i poszłam w swoją stronę.
Nie zostało mi żadnych przyjaciół, ale może to i lepiej niż na okrągło być wykorzystywanym.

:)Maga pisze...

NA TAKICH ZACHOWANIACH TRACA LUDZIE UCZCIWI I NAPRAWDE POTRZEBUJACY POMOCY.Czlowiek dziesiec razy zastanowia sie potem czy pomagac,szkoda gadac.
Tez jestem z tych co by chcialy swiat poprawiac,chociaz przyznam ze z biegiem lat coraz mniej,tego ucza mnie wlasnie takie przyklady:(

:)Maga pisze...

Princesko---wlasnie tak poznajemy prawdziwych przyjaciol.Smutne ale prawdziwe.

Kachna pisze...

Stardust - to nie pierwszy raz gdy dałam się komuś tak głupio wykorzystać, nie zawsze umiem odmówić niestety.

Kachna pisze...

Magda-jestem taka, że jeśli kogoś lubię staram się pomagać, nie mam z tym problemu, ale widzę, że ludzie to wykorzystują.

Kachna pisze...

Klarka Mrozek - ja jestem od dawna uprzedzona, po poprzednich manipulantkach, ale ciągle mam nadzieję, że ludzie są dobrzy.

Kachna pisze...

Socjo -na szczęście nie wiedziała jak dojechać do mojej pracy autobusem:)),poza tym jest ochrona i raczej by nie weszła bo by się nie dogadała:)

Stardust pisze...

Kachna, ja tez wierze w ludzkosc, ale niekoniecznie w kazdego pojedynczego czlowieka:))
Na tym polega doswiadczenie, ktore zdobywa sie z wiekiem;)

Kachna pisze...

princeska - takich znajomych nie potrzebuję, nie muszą mnie wszyscy lubić i nie chcę żeby każdy traktował mnie tylko jako kogoś kto może pomóc i tylko wtedy jest potrzebny :)

Kachna pisze...

Maga - coraz częściej dochodzę do wniosku, że nie wszyscy są tacy jak ja, kolejny raz zastanowię się kilka razy zanim zechcę pomóc.

kasia.eire pisze...

Skąd ja to znam? jest jeszcze inny scenariusz - potrzebują cię, to wydzwaniają, a jak staną na nogi, to nagle się okazuje, że oni byli kowalami swojego losu i to oni sobie wszystko sami załatwili, a Ty? A skąd my się znamy?

Kachna pisze...

kasia.eire - prawie tak było, bo liczyła, że pojadę z nią do agencji, porozmawiam w sprawie pracy - ba! wiedziała, że pracuję ale liczyła że mimo wszystko wezmę wolne i poświęcę jej czas. A na pytanie czemu w końcu wraca do siebie na Słowację, skoro mi tak bardzo zawracała głowę raczyła tylko spytać po co dzwonię. Nie doczekałam się odpowiedzi. Poczułam się jak natrętna mucha -niestety.

aga_xy pisze...

Kasia ja chyba nawet się nie będę odzywać, co? ;)

Kachna pisze...

Aga xy - nie musisz bo wiem co masz na ten temat (z doświadczenia) do powiedzenia :)

Kachna pisze...

Stardust - trochę tego doświadczenia jeszcze muszę w takim razie zdobyć:))